Katrina, 17-letnia księżniczka. Jest
pół sierotą, jej matka zmarła tuż po porodzie. Ojciec bardzo ją
kocha i jest w stanie oddać za nią życie. Odwaga, to jej drugiej
imię. Mimo iż jest następczynią tronu i powinna być wzorem damy
dworu jest wzorem dla każdego rycerza w armii. Pokonywała już
najlepszych.
Tego dnia Katrina wstała jak każdego
ranka o godzinie ósmej. Nie czekała na służącą, gdyż już pięć
lat wcześniej zażyczyła sobie by ta do niej nie przychodziła gdy
nie ma żadnej uroczystości. Chciała być samodzielna. Szybko
przebrała się w strój sportowy, uczesała się i zeszła do
jadalni by się posilić. O dziwo gdy weszła śniadanie już
czekało. Zawsze musiała zaczekać kilka minut. Zdziwiła się, ale
stwierdziła, że tym razem wolniej się ubierała. Dziwnym trafem
jej ojca nie było przy stole jak codziennie. No nic. Szybko zjadła
posiłek i wyszła z zamku. Wzięła swojego czarnego ogiera, Cano i
popędziła na pole ćwiczeń. Ćwiczyła, nie zważając na to że z
większością broni radzi sobie doskonale. Zna wszystkie taktyki co
do używania miecza, a strzelając z łuku prawie nigdy nie chybia.
Dziewczyna doszła na pole do ćwiczeń,
ale zamiast swojego trenera (który zresztą jest znudzony nauczaniem
jej) zobaczyła jednego z żołnierzy, Dantena.
-Witaj, księżniczko!
-Witaj. Czemu generał nie przyszedł?
-Oprócz tego, że jest znudzony
nauczaniem cie i mu się nie chciało to raczej nie.-zaśmiał się
żołnierz- A tak na poważnie, to kazał mi przekazać tobie ten
liścik.-wręczył ci karteczkę na której było napisane:
Księżniczko!
Wybacz, że nie przyjdę dziś na
ćwiczenia, ale król wezwał mnie do siebie. Mam nadzieję, że ci
to nie przeszkadza, ale podpowiem, że powinnaś poćwiczyć rzucanie
nożami i walkę sztyletami, bo to ci idzie gorzej.
Powodzenia
Generał
-Dziękuję ci,
Dantenie.
-Nie ma za co,
księżniczko.
-Katrino.
-A więc wybacz,
Katrino, ale muszę już iść.
-Żegnaj.
Tuż po tym jak
Danten odszedł zaczęła ostro ćwiczyć, szło jej coraz lepiej.
Nie chciała przestawać, ale zaczęła się robić głodna, gdyż
ćwiczyła już przez cztery godziny. Skierowała się w stronę
zamku. Jechała na Cano przez kilka minut. Nagle w oddali zauważyła
sylwetkę swojego przyjaciela z dzieciństwa. Jechał na koniach
razem ze swoją świtą. Szybko podjechała do niego.
-Witaj, Daniel.
-Yyy... Witaj,
Katrino. Nie spodziewałem się ciebie o takiej porze tutaj. Nie
powinnaś ćwiczyć?-rzekł zdziwiony chłopak
-Zrobiłam się
głodna. Co cię sprowadza do królestwa, książę?-powiedziała z
uśmiechem
-Mam pilną sprawę
do twojego ojca.
-Rozumiem. Żegnaj,
może się jeszcze spotkamy.
Podjechała pod
tylne drzwi do jadalni, zsiadła z ogiera i weszła do środka.
Szybko zjadła coś lekkiego i wróciła na pole treningowe. Ćwiczyła
do godziny osiemnastej, stwierdziła, że idzie jej coraz lepiej.
Jechała w stronę zamku bardzo wolno. Z oddali widziała światła
bijące z sali balowej. Dojeżdżając do centrum królestwa, myślała
nad tym którą drogą ma wjechać do zamku. Ostateczne postanowiła,
że za bardzo jest ciekawa co się dzieje w sali balowej i wejdzie
drzwiami głównymi.
Stojąc przed
wrotami ostatni raz pomyślała o tym jak wielka jest jej ciekawość.
Rzekła do żołnierzy by otworzyli wrota. Oni bez trudu we czwórkę
otworzyli na tyle by księżniczka mogła wejść i zamknęli.
Katrina nie mogła
uwierzyć w to co widzi. W sali roiło się od gości, wszyscy mieli
wzrok skierowany w jej stronę.
-WSZYSTKIEGO
NAJLEPSZEGO KATRINO! ŻYJ 100 LAT!-słysząc te słowa dziewczyna
przypomniała sobie, że tego dnia-dwudziestego trzeciego sierpnia
obchodzi swoje urodziny.
Z szerokim
uśmiechem na twarzy szybko wyszukała wzrokiem swojego ojca i do
niego podeszła.
-To ty to
zaplanowałeś?-spytała, mimo że znała już odpowiedź
-Może ja, a może
nie.-odpowiedział ci radośnie król, Katrina dając upust swym
emocjom mocno przytuliła ojca, a ten odwzajemnił uścisk-Wszystkiego
najlepszego skarbie. Są tutaj wszyscy twoi znajomi.
-Katrino, to
rozmowa nie będzie należała do normalnych. Widzisz... czas mnie
nie oszczędza, za niedługo będziesz musiała przejąć po mnie
tron.
-Nie mów tak!
Proszę. Nigdzie nie odejdziesz!-krzyczała wystraszona, nie chciała
stracić ojca.
-Nie da się uciec
przed nieuniknionym dziecko. Czas byś pomyślała nad małżeństwem,
mam już pomysł na wybór odpowiedniego męża i następcy.
-A więc
słucham.-mówiła spokojnie
-Będą zawody,
konkurencje wymyślisz ty. W każdej konkurencji będziesz odrzucała
kilka kandydatów, osoba która ci się najbardziej spodoba i
przejdzie wszystkie konkurencje wygra i wyjdzie za ciebie za mąż...
%
Oto pierwsze opowiadanie ogólnie i pierwsze opowiadanie z pierwszej serii na tym blogu. Mam nadzieję, że ta seria się spodoba.